Sprawa Szymonka - medyczne wyjaśnienie - PEDIATRA NA ZDROWIE

Od kilku miesięcy w mediach i na forach internetowych dyskutuje się o tej sprawie. Osoby niezwiązane z medycyną wypowiadały się na temat zastosowanego leczenia, przyczyn oraz “co powinno się dalej zrobić”. Lekarze w kuluarach mówili “przecież to nie tak jak mówią, ta choroba wygląda inaczej”. Lekarze prowadzący dziecko, mimo wielu oskarżeń, nie mogli się wypowiedzieć ze względu na tajemnicę lekarską.

Postanowiłam więc wyjaśnić kilka faktów medycznych, gdyż wiele osób zaniepokojonych pisało do mnie z pytaniem “czy naprawdę szczepionka doprowadziła do takiego stanu?” oraz wiele innych wątpliwości.

Artykuł skonsultowałam z neurochirurgiem dziecięcym – lek. Dagmarą Szymkowicz-Kudełko, która bezpośrednio zajmuje się takimi przypadkami.

Historia w skrócie (na podstawie tego, co rodzice mówili w mediach).

Szymonek (kilka dni po szczepieniu) miał drgawki, trafił do szpitala w Radomiu. Tam lekarze rozpoznali zapalenie mózgu, włączyli leczenie przeciwobrzękowe oraz przeciwzapalne. Następnie przetransportowali chłopca do warszawskiego szpitala.

Wówczas słychać było dużo głosów, że to może być NOP (Niepożądany Odczyn Poszczepienny) po szczepieniu przeciw pneumokokom (Synflorix).

W szpitalu kontynuowano leczenie oraz przeprowadzono diagnostykę. Okazało się (o czym poinformowali rodzice), że chłopiec ma pewną mutację (RANBP2). Powoduje ona, że infekcje wirusowe mogą przebiegać z encefalopatią, czyli uszkodzeniem mózgu.

Po pewnym czasie w szpitalu została stwierdzona śmierć mózgu – nieodwaracalne ustanie jego funkcji.

Odbyło się kilka konsyliów wielospecjalistycznych, również z lekarzami z innych miast (na prośbę rodziców), diagnoza została potwierdzona.

18.06.2019r. chłopiec zmarł, bardzo współczuję jego rodzicom… 🙁

Postaram się wyjaśnić kilka kwestii na podstawie Waszych pytań i treści, które spotkałam w Internecie (wklejone skany).

To był NOP czy nie NOP?

Przypadek został przez lekarzy zgłoszony jako NOP, ponieważ wg ustawy “każde zaburzenie stanu zdrowia, jakie występuje w ciągu 4 tygodni po szczepieniu” to NOP. Do zgłoszenia wystarczy związek czasowy, nie przyczynowo-skutkowy. Dopiero po zgłoszeniu bada się, ocenia i stwierdza czy szczepienie było przyczyną tego zaburzenia czy nie.
Więcej na ten temat pisałam tutaj: Chcesz bezpieczniejszych szczepionek? Zgłoś NOP.

Przyczyną ciężkiej choroby u chłopca była mutacja genetyczna, dotychczas nie wykazano związku ze szczepieniem. Autopsja wyjaśni pewnie więcej na ten temat.

Co to za mutacja?

Dzieci z mutacją RANBP2 mają większe ryzyko wystąpienia ostrej encefalopatii martwiczej (ANE). Jest to proces szybko postępujący, często kończy się śmiercią lub ciężkimi zaburzeniami neurologicznymi, poprzedzony jest zwykle infekcją wirusową.

Pneumokok to bakteria, nie wirus. Chłopiec był zaszczepiony szczepionką przeciwpneumokokową.

Nie, z tą mutacją chłopiec musiał się urodzić.

Każdy z nas ma jakieś mutacje w genomie. Jeśli nie powodują poważnych chorób, to nawet o tym nie wiemy. Nie ma zbyt wielu opracowań, które badają związek konkretnych mutacji z ewentualnymi NOP-ami.

W tym przypadku mutacja spowodowała chorobę mózgu, nie NOP.

To nie jest takie proste. “Genetyka” to nie jest 1 badanie, tylko ogrom ewentualnych mutacji. Najpierw trzeba wiedzieć jakiej mutacji szukamy, żeby sprawdzić czy u danej osoby występuje. Nie da się każdego dziecka przebadać na wszystkie choroby genetyczne.

Nie jest to możliwe. Synflorix (szczepionka przeciw pneumokokom zastosowana u Szymonka) jest szczepionką “martwą”, nie “żywą”. Zawiera jedynie wielocukry otoczkowe bakterii (a nie całe bakterie tylko pozbawione zjadliwości). Cukry nie mogą się same zreplikować/rozmnożyć.

Żeby człowiek żył potrzebuje:

  1. płuc (oddechu), które “wprowadzą” tlen do krwi,
  2. serca, które pompuje tą utlenowaną krew do mózgu,
  3. sprawnego mózgu, który zawiaduje całym organizmem – powoduje, że płuca pracują, serce się kurczy, jelita pracują, itd.

Ten chłopiec miał potwierdzoną śmierć mózgu. Tam krew (z tlenem i glukozą potrzebnymi do funkcjonowania) już normalnie nie płynęła, część kory była pewnie zniszczona, itd. Respirator tylko pompował płuca, ale mózg już nie żył i ożyć nie mógł. I żaden lekarz na świecie nie umie tego odwrócić.

Nie odniosę się do kwestii czasu, bo nie wiemy jak było w rzeczywistości, lekarze prowadzący się nie wypowiedzieli.

Zakładając jednak, że była przerwa. W organizmie ludzkim jest spora objętość krwi. Płuca dostarczają do niej tlen. Po zatrzymaniu respiratora tlen jest jeszcze przez jakiś czas w płucach, a krew krąży. Te procesy zatrzymują się powoli. Trudno określić w jakim czasie, ale zatrzymanie akcji serca nie następuje wraz z naciśnięciem guzika “respirator stop” jak na filmach.

Na pewno nie zaczął sam oddychać, bo do tego procesu potrzebny jest sprawny mózg. Chłopiec nie miał przepływu krwi w mózgu (wiec tlenu i glukozy potrzebnych do działania), mózg więc nie mógł zacząć wysyłać sygnału do płuc by oddychały.

Po śmierci mózgu możliwe jest przetrwanie odruchów z rdzenia kręgowego (w kręgosłupie), np. rytmiczne ruchy mięśni twarzy, ruchy palców dłoni, ruchy zgięciowe i wyprostne palców stóp, dodatni objaw Babińskiego i inne. Mogą one pojawić się także po jakimś czasie nieobecności. Stwierdzenie ich nie wyklucza rozpoznania śmierci mózgu.

Warto podkreślić…

że rodzice w wywiadach mówili, iż są na bieżąco informowani przez lekarzy o stanie zdrowia i postępowaniu u chłopca.

Bardzo współczuję rodzicom straty dziecka… To zawsze jest wielka tragedia…

Czy szczepienia są bezpieczne, czy mogą występować ciężkie NOP-y?

Prawda jest taka, że mogą występować ciężkie NOP-y. Ale bardzo rzadko. O wiele rzadziej, niż powikłania chorób, przeciwko którym szczepimy.

Pneumokoki mogą zabić, meningokoki też (sepsa, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych). Nie szczepimy przecież dla wygody, tylko żeby dzieci po chorobie nie były niepełnosprawne lub nie umarły.

Trzeba się liczyć z działaniem niepożądanym szczepionki jak każdego leku (nawet paracetamol w skrajnych przypadkach może zabić), ryzyko ciężkiego NOP jest jednak dużo mniejsze niż powikłania po chorobach, przeciwko którym szczepimy.

Mam nadzieję, że rozjaśniłam nieco sytuację. Nie pytajcie “dlaczego lekarze odłączyli respirator bez obecności rodziców” – do takich kwestii się nie odniosę. Tylko rodzice i lekarze prowadzący wiedzą jak ta sytuacja wyglądała. Wierzę jednak, że lekarze (będąc przecież pod ostrzałem mediów) dołożyli wszelkich starań, by opiekować się chłopcem zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną, pełną starannością i zgodnie z etyką.

[*]